* Oczami Nemara *
Zaparkowałem swoje auto na parkingu obok centarza. Obszedłem je dookoła i otworzyłem drzwi brunetce, żeby mogła wyjść. Podziękowała mi za to lekkim uśmiechem. Poszedłem za dziewczyną. Po chwili weszła do pobliskiego sklepiku. Kupiła tam znicz i zapałki. Już powoli zaczynałem rozumieć, co jest z moim dzieckiem, z naszym dzieckiem. Po kilku minutach doszliśmy do malutkiego, białego grobu. Podejrzewam, że to właśnie tutaj jest mój dzidziuś. Bruna zaczęła się modlić, a chwilę później wybuchnęła płaczem i ... wtuliła się we mnie. Nie spodziewałem się takiego ruchu z jej strony. Odwzajemniłem uścisk i pogładziłem ją po dolnej partii pleców.
- Cichutko, nie płacz już. - starałem się ją pocieszyć, ale nie wyszło mi to.
- Jak ja mogę nie płakać? - krzyknęła na tyle głośno, na ile było ją stać.
- Przecież to nie twoja wina. - mówiłem spokojnym głosem.
- Właśnie, że moja. Ty nic nie rozumiesz. - wyszeptała krztusząc się łzami i pobiegła w przeciwnym kierunku. Zacząłem ją gonić. Trzeba przyznać, że dziewczyna była bardzo wysportowana i szybko biegała. Po chwili ją dogoniłem i złapałem.
- Ej skarbie, co się stało? - spytałem lekko zmartwiony.
- B-oo to przeze mnie. - wyszeptała i wybuchnęła niepochamowanym płaczem.
- Ale jak to przez ciebie? - nie bardzo rozumiałem.
- Ty nadal nic nie rozumiesz ?! To ja zabiłam nasze dziecko ! - byłem w zupełnym szoku. Nie miałem zielonego pojęcia, co ta dziewczyna do mnie mówi.
* Oczami Bruny *
Postanowiłam, że zabiorę go na cmentarz i wszystko będzie jasne. Bałam się i to bardzo. Nie miałam pojęcia, jak zareaguje, kiedy dowie się prawdy. Wiedziałam, że go to zrani, ale mnie również. Nie chciałam już do tego powracać. Wsiadłam do jego auta, a już po chwili byliśmy na parkingu obok cmentarza. Czułam, jak łzy zaczynają zbierać się w moich oczach, ale musiałam być silna. Weszliśmy do sklepu, w którym kupiłam znicz i zapałki. Wyszliśmy i udaliśmy się w stronę grubu tego malutkiego dzidziusia. Był bialutki, taki, jak aniołka. Pomodliłam się i wtedy nie wytrzymałm. Do mojej głowy powróciły wspomnienia. Wizyta u lekarza, aborcja i pogrzeb tego malutkiego stworzonka. Ale chyba mnie rozumiecie. Miałam tylko 16 lat, nie mogłam urodzić dziecka, a tym bardziej nie z gwałtu. Łzy zaczęły wylewać się z moich oczu litrami. Potrzebowałam się do kogoś przytulić. Tą osobą był właśnie Neymar. Objęłam jego tors swoimi ramionami, a głowę ułożyłam na klatce piersiowej chłopaka. On tylko odwzajemnił uścisk i zaczął gładzić mnie po plecach, żebym się uspokoiła. Wtedy nie wytrzymałam. Wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam przed siebie. Chciałam znależć się jak najdalej od wszystkich. Znowu miałam ochotę się zabić tak, jak pozbawiłam życia tą małą istotkę. Jestem potworem. Nie potrafię dłużej tak żyć.
* Oczami Neymara *
W mojej głowie panowała całkowita pustka. Nie rozumiałem teraz już nic. Czy ta drobna, chudziutka dziewczyna byłaby w stanie zabić malutkie, bezbronne dziecko? Nie mogłem w to uwierzyć. Wolałem na razie nie pytać jej o to bo była bardzo roztrzęsiona.
- Jedźmy już stąd, proszę. - wyszeptała z opuszczoną głową.
- To gdzie teraz jedziemy? - spytałem spokojnym już tonem.
- Mógłbyś zawieść mnie do domu? - spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Nie potrafiłem jej odmówić. Nadal nie mogę sobie wybaczyć, że ją tak strasznie skrzywdziłem. Przeze mnie cierpiała. Sprawiłem jej ból. Miałem nadzieję, że kiedyś zbliżę się do niej, że mi wybaczy.
- Oczywiście. - wsiedliśmy do auta i odjechałem w kierunku, który wskazała mi Bruna.
***
- Yhm... No to do zobaczenia. - powiedziała swoim cichutkim głosem nastolatka. Nie zdążyłem odpowiedzieć bo dziewczyna odeszła, a już po chwili jej drobna sylwetka zniknęła za dużymi drzwiami.
* Oczami Bruny *
Neymar podwiózł mnie do domu, wysiadłam z auta i pożegnałam się z nim. Zostawiłam buty w przedpokoju, a kurtkę powwiesiłam na wieszaku, po czym udałam się na górę do mojego pokoju. Po chwili poszłam się odświeżyć do łazienki. Zsunęłam z siebie ubrania i weszłam do kabiny prysznicowej, odkręciłam chłodną wodę i obmywałam nią swoje ciało. Zaraz po tym wtarłam w swoją skórę żel jagodowy i spłukałam go. Trochę szczypały mnie nadgarstki, ale to chyba normalne bo miałam na nich świeże rany. Owinęłam się fioletowym, puszystym ręcznikiem, a już po chwili ubrałam na siebie różową, koronkową bieliznę i luźną bokserkę. Znowu do mojej głowy powróciły wspomnienia.
* Wspomnienie *
Cała zalana łzami wyszarpałam się z objęć nagiego mężczyzny. Szybko narzuciłam na siebie sukienkę i wybiegłam z pomieszczenia, w których dotychczas się znajdowałam. Brunet chwiał się, więc nie był w stanie mnie dogonić, ponieważ wcześniej wypił duże ilości alkoholu. Rozejrzałam się po okolicy. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Strasznie się bałam. Nagle jakiś samochód zatrzymał się koło mnie. Była to kobieta w średnim wieku.
- Dziecko kochane, co ci się stało ? - zapytała z troską w głosie.
- Mogłaby pani zawieść mnie do domu ? - zignorowałam jej wcześniejsze pytanie i wydukałam tylko tyle.
- Wsiądź do auta. - odpowiedziała blondynka. Starałam się powstrzymać łzy, żeby kobieta nie zadawała więcej pytań. Kilka minut później wysadziła mnie pod domem.
- Dziękuje. - wydukałam i wbiegłam przez drzwi do mojego mieszkania. Nikogo nie było w środku. Poszłam do łazienki. Szukałam wzrokiem swojej kosmetyczki, a gdy ją znalazłam, wyjęłam z jej wnętrza malutki, metalowy przedmiot - żyletkę. Przyłożyłam ją do swojego nadgarstka. Wykonałam pierwsze, lekkie cięcie. Krew zaczęła powoli kapać na podłogę. Przyłożyłam ją ponownie i pocięłam głębiej, kolejny raz było jeszcze głębiej. Powtarzałam czynność kilka razy. Straciłam bardzo dużo krwi. Patrzyłam ze stoickim spokojem i lekkim uśmiechem na twarzy, jak strumieniami leje się czerwona ciecz. Nie czułam wtedy bólu. Było mi jak w niebie. Chociaż na chwilę zapomniałam o moich problemach, odcięłam się od nich. Chwilę później zrobiło mi się słabo i straciłam przytomność. Następnego dnia obudziłam się w szpitalu, a przy mnie siedziała Raf.
- Wariatko, ty nawet nie wiesz, jak ja się o ciebie martwiłam. - powiedziała przez łzy.
- Nie płacz Raf. - pocieszałam ją. - Co ja tu robię ? - spytałam lekko zdziwiona.
- Jak to co? Dziewczyno, ty chciałaś się zabić ! - krzyknęła i wyrzuciła ręce w powietrze, a moje ciało lekko drgnęło ze strachu.
***
Minął już tydzień od tego wszystkiego. Miałam chęć się zabić. Czułam obrzydzenie do samej siebie, do swojego ciała. W mojej głowie nadal widniał obraz bruneta. Tego, jak mnie bił, rozbierał i bestialsko traktował. Od kilku dni ciągle wymiotuję. Może to ze stresu? Nie wiem już sama... Spojrzałam na kalendarz, który wisiał na mojej ścianie.
- Nie, to niemożliwe. - szepnęłam sama do siebie. byłam przerażona. To nie mogło być prawdą. Pobiegłam szybko do najbliższej apteki.
- Test ciążowy poproszę. - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na ustach. Ekspedientka tylko dziwnie się na mnie spojrzała i podała to, o co prosiłam. Zapłaciłam jej i czym prędzej wróciłam do domu. Wykonałam wszystko zgodnie z instrukcją i po upływie odpowiedniego czasu spojrzałam na malutki ekranik, a mój świat runął w gruzach... Dwie kreski. Cholerne dwie kreski. Jestem w ciąży. Będę miała dzidziusia i to jeszcze z gwałtu. Przecież ja sama jestem jeszcze tylko dzieckiem. Mam zaledwie 16 lat. Nie mogę go urodzić, nie potrafię...
* Koniec wspomnienia *
~*~*~*~*~*~*~*
Heej Kochani <3 . Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale miałam malutki "kryzys" w pisaniu :( . Kolejny powinien pojawić się za około tydzień. Kocham Was. Buziaki :**
PS. Wybaczcie błędy, ale nie mam już siły, żeby sprawdzać ten rozdział. Przepraszam :(
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Piszesz świetnie, czytam z przyjemnością :3 Nie martw się kryzysem, będzie dobrze :D Czekam na następny rozdział <3
OdpowiedzUsuńDziękuje za miłe słowa <3 nawet nie wiesz, jak wiele one dla mnie znaczą :)
UsuńNey musi wziąć się w garść i zacząć jej pomagać, żeby w jakiś sposób doszła do siebie :)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny :)
Czytam kochana i wyczekuje nn ♥
OdpowiedzUsuń