My heart still hurts...
poniedziałek, 9 czerwca 2014
UWAGA...
Kochani, mam do Was ogromną prośbę <3 . Jeśli ktoś czyta tego bloga, proszę, skomentujcie rozdział. Wystarczy zwykłe ''czytam'', cokolwiek. Przy ponad 1000 wyświetleń ( DZIĘKUJE, DZIĘKUJE, DZIĘKUJE ZA TO <3 ) jest garstka komentarzy... Proszę, skomentujcie te moje wypociny. Chcę wiedzieć ile osób tak na prawdę to czyta i czy warto dalej prowadzić tego bloga. :( To na tyle, kocham Was :*
niedziela, 25 maja 2014
ROZDZIAŁ 4
* Oczami Nemara *
Zaparkowałem swoje auto na parkingu obok centarza. Obszedłem je dookoła i otworzyłem drzwi brunetce, żeby mogła wyjść. Podziękowała mi za to lekkim uśmiechem. Poszedłem za dziewczyną. Po chwili weszła do pobliskiego sklepiku. Kupiła tam znicz i zapałki. Już powoli zaczynałem rozumieć, co jest z moim dzieckiem, z naszym dzieckiem. Po kilku minutach doszliśmy do malutkiego, białego grobu. Podejrzewam, że to właśnie tutaj jest mój dzidziuś. Bruna zaczęła się modlić, a chwilę później wybuchnęła płaczem i ... wtuliła się we mnie. Nie spodziewałem się takiego ruchu z jej strony. Odwzajemniłem uścisk i pogładziłem ją po dolnej partii pleców.
- Cichutko, nie płacz już. - starałem się ją pocieszyć, ale nie wyszło mi to.
- Jak ja mogę nie płakać? - krzyknęła na tyle głośno, na ile było ją stać.
- Przecież to nie twoja wina. - mówiłem spokojnym głosem.
- Właśnie, że moja. Ty nic nie rozumiesz. - wyszeptała krztusząc się łzami i pobiegła w przeciwnym kierunku. Zacząłem ją gonić. Trzeba przyznać, że dziewczyna była bardzo wysportowana i szybko biegała. Po chwili ją dogoniłem i złapałem.
- Ej skarbie, co się stało? - spytałem lekko zmartwiony.
- B-oo to przeze mnie. - wyszeptała i wybuchnęła niepochamowanym płaczem.
- Ale jak to przez ciebie? - nie bardzo rozumiałem.
- Ty nadal nic nie rozumiesz ?! To ja zabiłam nasze dziecko ! - byłem w zupełnym szoku. Nie miałem zielonego pojęcia, co ta dziewczyna do mnie mówi.
* Oczami Bruny *
Postanowiłam, że zabiorę go na cmentarz i wszystko będzie jasne. Bałam się i to bardzo. Nie miałam pojęcia, jak zareaguje, kiedy dowie się prawdy. Wiedziałam, że go to zrani, ale mnie również. Nie chciałam już do tego powracać. Wsiadłam do jego auta, a już po chwili byliśmy na parkingu obok cmentarza. Czułam, jak łzy zaczynają zbierać się w moich oczach, ale musiałam być silna. Weszliśmy do sklepu, w którym kupiłam znicz i zapałki. Wyszliśmy i udaliśmy się w stronę grubu tego malutkiego dzidziusia. Był bialutki, taki, jak aniołka. Pomodliłam się i wtedy nie wytrzymałm. Do mojej głowy powróciły wspomnienia. Wizyta u lekarza, aborcja i pogrzeb tego malutkiego stworzonka. Ale chyba mnie rozumiecie. Miałam tylko 16 lat, nie mogłam urodzić dziecka, a tym bardziej nie z gwałtu. Łzy zaczęły wylewać się z moich oczu litrami. Potrzebowałam się do kogoś przytulić. Tą osobą był właśnie Neymar. Objęłam jego tors swoimi ramionami, a głowę ułożyłam na klatce piersiowej chłopaka. On tylko odwzajemnił uścisk i zaczął gładzić mnie po plecach, żebym się uspokoiła. Wtedy nie wytrzymałam. Wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam przed siebie. Chciałam znależć się jak najdalej od wszystkich. Znowu miałam ochotę się zabić tak, jak pozbawiłam życia tą małą istotkę. Jestem potworem. Nie potrafię dłużej tak żyć.
* Oczami Neymara *
W mojej głowie panowała całkowita pustka. Nie rozumiałem teraz już nic. Czy ta drobna, chudziutka dziewczyna byłaby w stanie zabić malutkie, bezbronne dziecko? Nie mogłem w to uwierzyć. Wolałem na razie nie pytać jej o to bo była bardzo roztrzęsiona.
- Jedźmy już stąd, proszę. - wyszeptała z opuszczoną głową.
- To gdzie teraz jedziemy? - spytałem spokojnym już tonem.
- Mógłbyś zawieść mnie do domu? - spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Nie potrafiłem jej odmówić. Nadal nie mogę sobie wybaczyć, że ją tak strasznie skrzywdziłem. Przeze mnie cierpiała. Sprawiłem jej ból. Miałem nadzieję, że kiedyś zbliżę się do niej, że mi wybaczy.
- Oczywiście. - wsiedliśmy do auta i odjechałem w kierunku, który wskazała mi Bruna.
***
- Yhm... No to do zobaczenia. - powiedziała swoim cichutkim głosem nastolatka. Nie zdążyłem odpowiedzieć bo dziewczyna odeszła, a już po chwili jej drobna sylwetka zniknęła za dużymi drzwiami.
* Oczami Bruny *
Neymar podwiózł mnie do domu, wysiadłam z auta i pożegnałam się z nim. Zostawiłam buty w przedpokoju, a kurtkę powwiesiłam na wieszaku, po czym udałam się na górę do mojego pokoju. Po chwili poszłam się odświeżyć do łazienki. Zsunęłam z siebie ubrania i weszłam do kabiny prysznicowej, odkręciłam chłodną wodę i obmywałam nią swoje ciało. Zaraz po tym wtarłam w swoją skórę żel jagodowy i spłukałam go. Trochę szczypały mnie nadgarstki, ale to chyba normalne bo miałam na nich świeże rany. Owinęłam się fioletowym, puszystym ręcznikiem, a już po chwili ubrałam na siebie różową, koronkową bieliznę i luźną bokserkę. Znowu do mojej głowy powróciły wspomnienia.
* Wspomnienie *
Cała zalana łzami wyszarpałam się z objęć nagiego mężczyzny. Szybko narzuciłam na siebie sukienkę i wybiegłam z pomieszczenia, w których dotychczas się znajdowałam. Brunet chwiał się, więc nie był w stanie mnie dogonić, ponieważ wcześniej wypił duże ilości alkoholu. Rozejrzałam się po okolicy. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Strasznie się bałam. Nagle jakiś samochód zatrzymał się koło mnie. Była to kobieta w średnim wieku.
- Dziecko kochane, co ci się stało ? - zapytała z troską w głosie.
- Mogłaby pani zawieść mnie do domu ? - zignorowałam jej wcześniejsze pytanie i wydukałam tylko tyle.
- Wsiądź do auta. - odpowiedziała blondynka. Starałam się powstrzymać łzy, żeby kobieta nie zadawała więcej pytań. Kilka minut później wysadziła mnie pod domem.
- Dziękuje. - wydukałam i wbiegłam przez drzwi do mojego mieszkania. Nikogo nie było w środku. Poszłam do łazienki. Szukałam wzrokiem swojej kosmetyczki, a gdy ją znalazłam, wyjęłam z jej wnętrza malutki, metalowy przedmiot - żyletkę. Przyłożyłam ją do swojego nadgarstka. Wykonałam pierwsze, lekkie cięcie. Krew zaczęła powoli kapać na podłogę. Przyłożyłam ją ponownie i pocięłam głębiej, kolejny raz było jeszcze głębiej. Powtarzałam czynność kilka razy. Straciłam bardzo dużo krwi. Patrzyłam ze stoickim spokojem i lekkim uśmiechem na twarzy, jak strumieniami leje się czerwona ciecz. Nie czułam wtedy bólu. Było mi jak w niebie. Chociaż na chwilę zapomniałam o moich problemach, odcięłam się od nich. Chwilę później zrobiło mi się słabo i straciłam przytomność. Następnego dnia obudziłam się w szpitalu, a przy mnie siedziała Raf.
- Wariatko, ty nawet nie wiesz, jak ja się o ciebie martwiłam. - powiedziała przez łzy.
- Nie płacz Raf. - pocieszałam ją. - Co ja tu robię ? - spytałam lekko zdziwiona.
- Jak to co? Dziewczyno, ty chciałaś się zabić ! - krzyknęła i wyrzuciła ręce w powietrze, a moje ciało lekko drgnęło ze strachu.
***
Minął już tydzień od tego wszystkiego. Miałam chęć się zabić. Czułam obrzydzenie do samej siebie, do swojego ciała. W mojej głowie nadal widniał obraz bruneta. Tego, jak mnie bił, rozbierał i bestialsko traktował. Od kilku dni ciągle wymiotuję. Może to ze stresu? Nie wiem już sama... Spojrzałam na kalendarz, który wisiał na mojej ścianie.
- Nie, to niemożliwe. - szepnęłam sama do siebie. byłam przerażona. To nie mogło być prawdą. Pobiegłam szybko do najbliższej apteki.
- Test ciążowy poproszę. - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na ustach. Ekspedientka tylko dziwnie się na mnie spojrzała i podała to, o co prosiłam. Zapłaciłam jej i czym prędzej wróciłam do domu. Wykonałam wszystko zgodnie z instrukcją i po upływie odpowiedniego czasu spojrzałam na malutki ekranik, a mój świat runął w gruzach... Dwie kreski. Cholerne dwie kreski. Jestem w ciąży. Będę miała dzidziusia i to jeszcze z gwałtu. Przecież ja sama jestem jeszcze tylko dzieckiem. Mam zaledwie 16 lat. Nie mogę go urodzić, nie potrafię...
* Koniec wspomnienia *
~*~*~*~*~*~*~*
Heej Kochani <3 . Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale miałam malutki "kryzys" w pisaniu :( . Kolejny powinien pojawić się za około tydzień. Kocham Was. Buziaki :**
PS. Wybaczcie błędy, ale nie mam już siły, żeby sprawdzać ten rozdział. Przepraszam :(
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Zaparkowałem swoje auto na parkingu obok centarza. Obszedłem je dookoła i otworzyłem drzwi brunetce, żeby mogła wyjść. Podziękowała mi za to lekkim uśmiechem. Poszedłem za dziewczyną. Po chwili weszła do pobliskiego sklepiku. Kupiła tam znicz i zapałki. Już powoli zaczynałem rozumieć, co jest z moim dzieckiem, z naszym dzieckiem. Po kilku minutach doszliśmy do malutkiego, białego grobu. Podejrzewam, że to właśnie tutaj jest mój dzidziuś. Bruna zaczęła się modlić, a chwilę później wybuchnęła płaczem i ... wtuliła się we mnie. Nie spodziewałem się takiego ruchu z jej strony. Odwzajemniłem uścisk i pogładziłem ją po dolnej partii pleców.
- Cichutko, nie płacz już. - starałem się ją pocieszyć, ale nie wyszło mi to.
- Jak ja mogę nie płakać? - krzyknęła na tyle głośno, na ile było ją stać.
- Przecież to nie twoja wina. - mówiłem spokojnym głosem.
- Właśnie, że moja. Ty nic nie rozumiesz. - wyszeptała krztusząc się łzami i pobiegła w przeciwnym kierunku. Zacząłem ją gonić. Trzeba przyznać, że dziewczyna była bardzo wysportowana i szybko biegała. Po chwili ją dogoniłem i złapałem.
- Ej skarbie, co się stało? - spytałem lekko zmartwiony.
- B-oo to przeze mnie. - wyszeptała i wybuchnęła niepochamowanym płaczem.
- Ale jak to przez ciebie? - nie bardzo rozumiałem.
- Ty nadal nic nie rozumiesz ?! To ja zabiłam nasze dziecko ! - byłem w zupełnym szoku. Nie miałem zielonego pojęcia, co ta dziewczyna do mnie mówi.
* Oczami Bruny *
Postanowiłam, że zabiorę go na cmentarz i wszystko będzie jasne. Bałam się i to bardzo. Nie miałam pojęcia, jak zareaguje, kiedy dowie się prawdy. Wiedziałam, że go to zrani, ale mnie również. Nie chciałam już do tego powracać. Wsiadłam do jego auta, a już po chwili byliśmy na parkingu obok cmentarza. Czułam, jak łzy zaczynają zbierać się w moich oczach, ale musiałam być silna. Weszliśmy do sklepu, w którym kupiłam znicz i zapałki. Wyszliśmy i udaliśmy się w stronę grubu tego malutkiego dzidziusia. Był bialutki, taki, jak aniołka. Pomodliłam się i wtedy nie wytrzymałm. Do mojej głowy powróciły wspomnienia. Wizyta u lekarza, aborcja i pogrzeb tego malutkiego stworzonka. Ale chyba mnie rozumiecie. Miałam tylko 16 lat, nie mogłam urodzić dziecka, a tym bardziej nie z gwałtu. Łzy zaczęły wylewać się z moich oczu litrami. Potrzebowałam się do kogoś przytulić. Tą osobą był właśnie Neymar. Objęłam jego tors swoimi ramionami, a głowę ułożyłam na klatce piersiowej chłopaka. On tylko odwzajemnił uścisk i zaczął gładzić mnie po plecach, żebym się uspokoiła. Wtedy nie wytrzymałam. Wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam przed siebie. Chciałam znależć się jak najdalej od wszystkich. Znowu miałam ochotę się zabić tak, jak pozbawiłam życia tą małą istotkę. Jestem potworem. Nie potrafię dłużej tak żyć.
* Oczami Neymara *
W mojej głowie panowała całkowita pustka. Nie rozumiałem teraz już nic. Czy ta drobna, chudziutka dziewczyna byłaby w stanie zabić malutkie, bezbronne dziecko? Nie mogłem w to uwierzyć. Wolałem na razie nie pytać jej o to bo była bardzo roztrzęsiona.
- Jedźmy już stąd, proszę. - wyszeptała z opuszczoną głową.
- To gdzie teraz jedziemy? - spytałem spokojnym już tonem.
- Mógłbyś zawieść mnie do domu? - spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Nie potrafiłem jej odmówić. Nadal nie mogę sobie wybaczyć, że ją tak strasznie skrzywdziłem. Przeze mnie cierpiała. Sprawiłem jej ból. Miałem nadzieję, że kiedyś zbliżę się do niej, że mi wybaczy.
- Oczywiście. - wsiedliśmy do auta i odjechałem w kierunku, który wskazała mi Bruna.
***
- Yhm... No to do zobaczenia. - powiedziała swoim cichutkim głosem nastolatka. Nie zdążyłem odpowiedzieć bo dziewczyna odeszła, a już po chwili jej drobna sylwetka zniknęła za dużymi drzwiami.
* Oczami Bruny *
Neymar podwiózł mnie do domu, wysiadłam z auta i pożegnałam się z nim. Zostawiłam buty w przedpokoju, a kurtkę powwiesiłam na wieszaku, po czym udałam się na górę do mojego pokoju. Po chwili poszłam się odświeżyć do łazienki. Zsunęłam z siebie ubrania i weszłam do kabiny prysznicowej, odkręciłam chłodną wodę i obmywałam nią swoje ciało. Zaraz po tym wtarłam w swoją skórę żel jagodowy i spłukałam go. Trochę szczypały mnie nadgarstki, ale to chyba normalne bo miałam na nich świeże rany. Owinęłam się fioletowym, puszystym ręcznikiem, a już po chwili ubrałam na siebie różową, koronkową bieliznę i luźną bokserkę. Znowu do mojej głowy powróciły wspomnienia.
* Wspomnienie *
Cała zalana łzami wyszarpałam się z objęć nagiego mężczyzny. Szybko narzuciłam na siebie sukienkę i wybiegłam z pomieszczenia, w których dotychczas się znajdowałam. Brunet chwiał się, więc nie był w stanie mnie dogonić, ponieważ wcześniej wypił duże ilości alkoholu. Rozejrzałam się po okolicy. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Strasznie się bałam. Nagle jakiś samochód zatrzymał się koło mnie. Była to kobieta w średnim wieku.
- Dziecko kochane, co ci się stało ? - zapytała z troską w głosie.
- Mogłaby pani zawieść mnie do domu ? - zignorowałam jej wcześniejsze pytanie i wydukałam tylko tyle.
- Wsiądź do auta. - odpowiedziała blondynka. Starałam się powstrzymać łzy, żeby kobieta nie zadawała więcej pytań. Kilka minut później wysadziła mnie pod domem.
- Dziękuje. - wydukałam i wbiegłam przez drzwi do mojego mieszkania. Nikogo nie było w środku. Poszłam do łazienki. Szukałam wzrokiem swojej kosmetyczki, a gdy ją znalazłam, wyjęłam z jej wnętrza malutki, metalowy przedmiot - żyletkę. Przyłożyłam ją do swojego nadgarstka. Wykonałam pierwsze, lekkie cięcie. Krew zaczęła powoli kapać na podłogę. Przyłożyłam ją ponownie i pocięłam głębiej, kolejny raz było jeszcze głębiej. Powtarzałam czynność kilka razy. Straciłam bardzo dużo krwi. Patrzyłam ze stoickim spokojem i lekkim uśmiechem na twarzy, jak strumieniami leje się czerwona ciecz. Nie czułam wtedy bólu. Było mi jak w niebie. Chociaż na chwilę zapomniałam o moich problemach, odcięłam się od nich. Chwilę później zrobiło mi się słabo i straciłam przytomność. Następnego dnia obudziłam się w szpitalu, a przy mnie siedziała Raf.
- Wariatko, ty nawet nie wiesz, jak ja się o ciebie martwiłam. - powiedziała przez łzy.
- Nie płacz Raf. - pocieszałam ją. - Co ja tu robię ? - spytałam lekko zdziwiona.
- Jak to co? Dziewczyno, ty chciałaś się zabić ! - krzyknęła i wyrzuciła ręce w powietrze, a moje ciało lekko drgnęło ze strachu.
***
Minął już tydzień od tego wszystkiego. Miałam chęć się zabić. Czułam obrzydzenie do samej siebie, do swojego ciała. W mojej głowie nadal widniał obraz bruneta. Tego, jak mnie bił, rozbierał i bestialsko traktował. Od kilku dni ciągle wymiotuję. Może to ze stresu? Nie wiem już sama... Spojrzałam na kalendarz, który wisiał na mojej ścianie.
- Nie, to niemożliwe. - szepnęłam sama do siebie. byłam przerażona. To nie mogło być prawdą. Pobiegłam szybko do najbliższej apteki.
- Test ciążowy poproszę. - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na ustach. Ekspedientka tylko dziwnie się na mnie spojrzała i podała to, o co prosiłam. Zapłaciłam jej i czym prędzej wróciłam do domu. Wykonałam wszystko zgodnie z instrukcją i po upływie odpowiedniego czasu spojrzałam na malutki ekranik, a mój świat runął w gruzach... Dwie kreski. Cholerne dwie kreski. Jestem w ciąży. Będę miała dzidziusia i to jeszcze z gwałtu. Przecież ja sama jestem jeszcze tylko dzieckiem. Mam zaledwie 16 lat. Nie mogę go urodzić, nie potrafię...
* Koniec wspomnienia *
~*~*~*~*~*~*~*
Heej Kochani <3 . Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale miałam malutki "kryzys" w pisaniu :( . Kolejny powinien pojawić się za około tydzień. Kocham Was. Buziaki :**
PS. Wybaczcie błędy, ale nie mam już siły, żeby sprawdzać ten rozdział. Przepraszam :(
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
piątek, 9 maja 2014
ROZDZIAŁ 3
* Oczami Bruny *
Ciągle zastanawiałam się, dlaczego to wszystko spotkało akurat mnie. Czy na prawdę na to zasłużyłam? Wiem, że aniołkiem nie jestem, ale chyba na aż tyle zła nie zasługuję. Potrzebuję tylko odrobiny szczęścia. Czy to aż tak wiele? Nagle zrobiło mi się strasznie duszno. Obraz przed moimi oczami rozmazał się i dalej pozostała już tylko pustka...
* Oczami Neymara *
Stałem tam, jak słup. Nie wypowiadałem już żadnych słów, tylko przyglądałem się jej łzom, spływającym strumieniami po różowiótkich policzkach dziewczyny. Miałem ochotę podejść bliżej, przytulić ją, pocieszyć i przeprosić za wszystko. ale wiedziałem, że taki ruch tylko by ją wystraszył. Bała się mnie i nie jest to dziwne. Kto nie bałby się osoby, która tak bardzo zraniła? Chcę to naprawić, chcę, żeny mi wybaczyła.Ja wiem, że to, co zrobiłem było okrone, ale czasu cofnąć nie mogę. Rozmyślałem nad tym, co nastolatka wcześniej powiedziała. Czy ja jestem ... ojcem? I w tym momencie na moje usta zawitał lekki uśmiech. Tak, ucieszyłem się nawet. Cały czas rozmyślałem nad tym wszystkim, aż nagle zobaczyłem, jak dziewczyna osuwa się na ziemię. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Ona chyba zemdlała. Postanowiłem, że podeję bliżej. Dziewczyna miała zamknięte oczy i nie reagowała na jakikolwiek dotyk. Wziąłem ją delikatnie na ręce i posadziłem na pobliskiej ławce. Zaraz potem zadzwoniłem do Davida.
- No siema stary. Potrzebuję twojej pomocy. Jestem na jakimś zadupiu, 40 kilometrów od domu, przyjedziesz po mnie?
- No spoko, będę za jakieś 10 minut. - odpowiedział i rozłączył się.
***
Z piskiem opon podjechało do nas czerwone Lamborghini. W środku siedział mój kumpel David. Położyłem dziewczynę na tylnych siedzeniach, a sam zająłem miejsce z przodu. Już po paru minutach David zatrzymał się pod moim domem. Zaniosłem nastolatkę do łóżka i usiadłem obok niej.
* Oczami Bruny *
Otworzyłam powoli oczym. Moja głowa pękała z bólu. Nie wiem, gdzie jestem, co tu robię i jak w ogóle się dostałam w to miejsce. Leżałam w pomieszczeniu, którego dotąd nie znałam.Nie przypominały mi się żadne wcześniejsze wydarzenia. Pamiętam tylko mocne kłucie w głowie i nagle ciemność przed oczami. Powoli zsunęłam się z łóżka, na którym leżałam dotychczas i podeszłam do zamkniętych drzwi pokoju. Niepewnie nacisnęłam klamkę i opuściłam to pomieszczenie. Podążałam w nieznanym mi kierunku. Nagle do moich uszu dobiegł głos mężczyzny, a całe moje ciało zesztywniało.
- O, już się obudziłaś. - powiedział z uśmiechem na twarzy dokładnie ten sam chłopak, którego spotkałam dzisiaj z rana. Bałam się strasznie, że znowu mi coś zrobi, że mnie zrani. Nie mogłam wypowiedzieć ani słowa.
- C-co ja tu robię? - zdobyłam się na odwagę i wydukałam, te kilka słów, a w moich oczach już zaczęły gromadzić się litry łez.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię. Zemdlałaś, kiedy rozmawialiśmy, więc przyjechałem z tobą tutaj. A tak w ogóle to jak masz na imię, o ile mogę to wiedzieć? - uśmiechnął się lekko.
- Bruna. - odparłam cicho.
- Piękne imię, tak samo, jak jego właścicielka. Ja jestem Neymar. - wyciągnął rękę w moją stronę, a ja odruchowo zrobiłam krok w tył, ale moje ciało zderzyło się ze ścianą. On zbliżył się bardziej, a moje serce zaczęło bić dwa razy szybciej.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię. - powtórzył.
- Jak mam się nie bać?! Człowieku, ty mnie zgwałciłeś, a teraz jesteśmy tu sami.
- Przepraszam, chcę, żebyś mi wybaczyła i zrobię wszystko, żeby to się stało. Wiem, że to nie jest takie łatwe, jak mi się wydaje, ale będę próbował. - powiedział to i posłał w moim kierunku promienny uśmiech. Czy on mówił prawdę? Na serio chciał, żeby mu wybaczyłą? Czy rzeczywiście się zmienił? Nie wiem, nie znam odpowiedzi na te pytania, ale poznam. Postanowiłam przemóc strach i uścisnęłam jego dłoń. Mina chłopaka była lekko zszokowana. Nie liczył na taki gest z mojej strony.
- To jak, wybaczysz mi? - zapytał z nadzieją w głosie. Nie miałam serca, żeby mu odmówić, ale równocześnie nie potrafiłam zapomnieć o tym, co mi zrobił.
- Przepraszam, ale nie mogę. Jeszcze nie teraz. - powiedziałam i spóściłam głowę w dół, tak, że zakryłam twarz włosami.
- Rozumiem, nic na siłę. - odparł brunet i puścił do mnie oczko. - Bruna, mógłbym cię o coś zapytać? - wyszeptał niepewnie.
- Pytaj, najwyżej nie odpowiem. - uśmiechnęłam się blado.
- No bo, to dość krempujące pytanie i zrozumiem, jeśli nie odpowiesz.
- Pytaj w końcu i nie gadaj tyle. - ponagliłam go.
- Bo wspominałaś o jakimś dziecku. Czy ja jestem ... ojcem? - zapytał nieśmiało.
- Nie. - odparłam sucho..
- Ale jak to nie? - brązowooki nie wiem czemu, ale nagle posmutniał.
- Po prostu nie. Skończmy ten temat. - nie chciałam o tym rozmawiać. To był dla mnie nieprzyjemny temat. Wolałam, żeby Neymar nie znał prawdy.
- Przepraszam, że tyle cię o to wypytuję, ale dlaczego w takim razie mówiłaś, że zrobiłem ci dziecko? - powiedział lekko zdezorientowany i unióśł jedną brew ku górze.
- Może kiedyś się dowiesz, ale dzisiaj jeszcze nie jest odpowiedni czas.
* Oczami Neymara *
Nie rozumiałem zupełnie nic. Dlaczego najpierw powiedziała, że ma ze mną dziecko, a teraz wszystkiemu zaprzecza? Czemu powiedziała, że nie jestem jeszcze gotowy na poznanie prawdy? W ogóle o jaką prawdę chodzi? Co ta dziewczyna ukrywa? Zamierzam znaleźć odpowiedź na te wszystkie pytania i dowiedzieć się tej prawdy. Jakakolwiek okrutna by nie była, to i tak muszę ją znać.
- Yhm, Ney? - usłyszałem cichutki głos dziewczyny.
- Tak?
- Mógłbyś pojechać ze mną w pewne miejsce? - zapytała nieśmiało.
- Jasne, że tak. A co to za miejsce?
- Wyjaśnię ci wszystko po drodze. Wystarczy, że mi zaufasz, a dowiesz się całej prawdy. Wyjaśnię ci, o co chodzi z tym dzieckiem. - mówiąc te słowa, ciągle wpatrywała się w moje oczy. Ta dziewczyna miała w sobie coś... magicznego? Tak, można to było tak nazwać. Jej czekoladowe tęczówki pięknie błyszczały w promieniach słonecznych.
- To jedziemy? - z zamyśleń wyrwał mnie głos brunetki.
- Oczywiście odparłem z uśmiechem i przepuściłem dziewczynę w drzwiach. Już po chwili siedzieliśmy w moim aucie. Bruna mówiła mi, gdzie mam jechać, a ja słuchałem jej wskazówek. Po chwili dotarliśmy na miesce. Byłem lekko zszokowany bo nie wiedziałem, w jakim celu doprowadziła mnie właśnie tutaj. To było bynajmniej dziwne...
~*~*~*~*~*~*~*~*
Hej Kochani <3 ! No to mamy już trójeczkę :3 . Nie jest za bardzo ciekawa, ale wkrótce zacznie się coś dziać :) . Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze <3 . Motywują mnie do dalszego pisania :) . Dziękuje także za to, że chociaż kilka osób czyta moje wypociny :* . To do następnego ! ;D
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Ciągle zastanawiałam się, dlaczego to wszystko spotkało akurat mnie. Czy na prawdę na to zasłużyłam? Wiem, że aniołkiem nie jestem, ale chyba na aż tyle zła nie zasługuję. Potrzebuję tylko odrobiny szczęścia. Czy to aż tak wiele? Nagle zrobiło mi się strasznie duszno. Obraz przed moimi oczami rozmazał się i dalej pozostała już tylko pustka...
* Oczami Neymara *
Stałem tam, jak słup. Nie wypowiadałem już żadnych słów, tylko przyglądałem się jej łzom, spływającym strumieniami po różowiótkich policzkach dziewczyny. Miałem ochotę podejść bliżej, przytulić ją, pocieszyć i przeprosić za wszystko. ale wiedziałem, że taki ruch tylko by ją wystraszył. Bała się mnie i nie jest to dziwne. Kto nie bałby się osoby, która tak bardzo zraniła? Chcę to naprawić, chcę, żeny mi wybaczyła.Ja wiem, że to, co zrobiłem było okrone, ale czasu cofnąć nie mogę. Rozmyślałem nad tym, co nastolatka wcześniej powiedziała. Czy ja jestem ... ojcem? I w tym momencie na moje usta zawitał lekki uśmiech. Tak, ucieszyłem się nawet. Cały czas rozmyślałem nad tym wszystkim, aż nagle zobaczyłem, jak dziewczyna osuwa się na ziemię. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Ona chyba zemdlała. Postanowiłem, że podeję bliżej. Dziewczyna miała zamknięte oczy i nie reagowała na jakikolwiek dotyk. Wziąłem ją delikatnie na ręce i posadziłem na pobliskiej ławce. Zaraz potem zadzwoniłem do Davida.
- No siema stary. Potrzebuję twojej pomocy. Jestem na jakimś zadupiu, 40 kilometrów od domu, przyjedziesz po mnie?
- No spoko, będę za jakieś 10 minut. - odpowiedział i rozłączył się.
***
Z piskiem opon podjechało do nas czerwone Lamborghini. W środku siedział mój kumpel David. Położyłem dziewczynę na tylnych siedzeniach, a sam zająłem miejsce z przodu. Już po paru minutach David zatrzymał się pod moim domem. Zaniosłem nastolatkę do łóżka i usiadłem obok niej.
* Oczami Bruny *
Otworzyłam powoli oczym. Moja głowa pękała z bólu. Nie wiem, gdzie jestem, co tu robię i jak w ogóle się dostałam w to miejsce. Leżałam w pomieszczeniu, którego dotąd nie znałam.Nie przypominały mi się żadne wcześniejsze wydarzenia. Pamiętam tylko mocne kłucie w głowie i nagle ciemność przed oczami. Powoli zsunęłam się z łóżka, na którym leżałam dotychczas i podeszłam do zamkniętych drzwi pokoju. Niepewnie nacisnęłam klamkę i opuściłam to pomieszczenie. Podążałam w nieznanym mi kierunku. Nagle do moich uszu dobiegł głos mężczyzny, a całe moje ciało zesztywniało.
- O, już się obudziłaś. - powiedział z uśmiechem na twarzy dokładnie ten sam chłopak, którego spotkałam dzisiaj z rana. Bałam się strasznie, że znowu mi coś zrobi, że mnie zrani. Nie mogłam wypowiedzieć ani słowa.
- C-co ja tu robię? - zdobyłam się na odwagę i wydukałam, te kilka słów, a w moich oczach już zaczęły gromadzić się litry łez.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię. Zemdlałaś, kiedy rozmawialiśmy, więc przyjechałem z tobą tutaj. A tak w ogóle to jak masz na imię, o ile mogę to wiedzieć? - uśmiechnął się lekko.
- Bruna. - odparłam cicho.
- Piękne imię, tak samo, jak jego właścicielka. Ja jestem Neymar. - wyciągnął rękę w moją stronę, a ja odruchowo zrobiłam krok w tył, ale moje ciało zderzyło się ze ścianą. On zbliżył się bardziej, a moje serce zaczęło bić dwa razy szybciej.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię. - powtórzył.
- Jak mam się nie bać?! Człowieku, ty mnie zgwałciłeś, a teraz jesteśmy tu sami.
- Przepraszam, chcę, żebyś mi wybaczyła i zrobię wszystko, żeby to się stało. Wiem, że to nie jest takie łatwe, jak mi się wydaje, ale będę próbował. - powiedział to i posłał w moim kierunku promienny uśmiech. Czy on mówił prawdę? Na serio chciał, żeby mu wybaczyłą? Czy rzeczywiście się zmienił? Nie wiem, nie znam odpowiedzi na te pytania, ale poznam. Postanowiłam przemóc strach i uścisnęłam jego dłoń. Mina chłopaka była lekko zszokowana. Nie liczył na taki gest z mojej strony.
- To jak, wybaczysz mi? - zapytał z nadzieją w głosie. Nie miałam serca, żeby mu odmówić, ale równocześnie nie potrafiłam zapomnieć o tym, co mi zrobił.
- Przepraszam, ale nie mogę. Jeszcze nie teraz. - powiedziałam i spóściłam głowę w dół, tak, że zakryłam twarz włosami.
- Rozumiem, nic na siłę. - odparł brunet i puścił do mnie oczko. - Bruna, mógłbym cię o coś zapytać? - wyszeptał niepewnie.
- Pytaj, najwyżej nie odpowiem. - uśmiechnęłam się blado.
- No bo, to dość krempujące pytanie i zrozumiem, jeśli nie odpowiesz.
- Pytaj w końcu i nie gadaj tyle. - ponagliłam go.
- Bo wspominałaś o jakimś dziecku. Czy ja jestem ... ojcem? - zapytał nieśmiało.
- Nie. - odparłam sucho..
- Ale jak to nie? - brązowooki nie wiem czemu, ale nagle posmutniał.
- Po prostu nie. Skończmy ten temat. - nie chciałam o tym rozmawiać. To był dla mnie nieprzyjemny temat. Wolałam, żeby Neymar nie znał prawdy.
- Przepraszam, że tyle cię o to wypytuję, ale dlaczego w takim razie mówiłaś, że zrobiłem ci dziecko? - powiedział lekko zdezorientowany i unióśł jedną brew ku górze.
- Może kiedyś się dowiesz, ale dzisiaj jeszcze nie jest odpowiedni czas.
* Oczami Neymara *
Nie rozumiałem zupełnie nic. Dlaczego najpierw powiedziała, że ma ze mną dziecko, a teraz wszystkiemu zaprzecza? Czemu powiedziała, że nie jestem jeszcze gotowy na poznanie prawdy? W ogóle o jaką prawdę chodzi? Co ta dziewczyna ukrywa? Zamierzam znaleźć odpowiedź na te wszystkie pytania i dowiedzieć się tej prawdy. Jakakolwiek okrutna by nie była, to i tak muszę ją znać.
- Yhm, Ney? - usłyszałem cichutki głos dziewczyny.
- Tak?
- Mógłbyś pojechać ze mną w pewne miejsce? - zapytała nieśmiało.
- Jasne, że tak. A co to za miejsce?
- Wyjaśnię ci wszystko po drodze. Wystarczy, że mi zaufasz, a dowiesz się całej prawdy. Wyjaśnię ci, o co chodzi z tym dzieckiem. - mówiąc te słowa, ciągle wpatrywała się w moje oczy. Ta dziewczyna miała w sobie coś... magicznego? Tak, można to było tak nazwać. Jej czekoladowe tęczówki pięknie błyszczały w promieniach słonecznych.
- To jedziemy? - z zamyśleń wyrwał mnie głos brunetki.
- Oczywiście odparłem z uśmiechem i przepuściłem dziewczynę w drzwiach. Już po chwili siedzieliśmy w moim aucie. Bruna mówiła mi, gdzie mam jechać, a ja słuchałem jej wskazówek. Po chwili dotarliśmy na miesce. Byłem lekko zszokowany bo nie wiedziałem, w jakim celu doprowadziła mnie właśnie tutaj. To było bynajmniej dziwne...
~*~*~*~*~*~*~*~*
Hej Kochani <3 ! No to mamy już trójeczkę :3 . Nie jest za bardzo ciekawa, ale wkrótce zacznie się coś dziać :) . Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze <3 . Motywują mnie do dalszego pisania :) . Dziękuje także za to, że chociaż kilka osób czyta moje wypociny :* . To do następnego ! ;D
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
ROZDZIAŁ 2
*Oczami Bruny*
Szłam po poboczu z rytmem muzyki, która rozbrzmiewała w słuchawkach na moich uszach. Muzyka to kolejna rzecz, która pozwalała mi zapomnieć. Czasami lubię zamknąć oczy, włączyć swoje ulubione piosenki i zatopić się w marzeniach. Podążałam dalej sama nie wiem gdzie. Myślami byłam bardzo daleko. Cały czas zastanawiałam się nad swoim marnym, bezsensownym życiem. Już wiele razy chciałam zacząć normalnie funkcjonować dla Raf, ale nie potrafiłam. To nie jest wcale takie proste, a zęby zacząć radzić sobie z tym lepiej, w chwilach słabości sięgałam po żyletkę. Nie potrafiłam przestać się ciąć. To jest dla mnie jak narkotyk dla ćpuna albo alkohol dla alkoholika - można się uzależnić. Dziwię się, że Rafaella nie zauważyła jeszcze świeżych ran na moich nadgarstkach. Ona myśli, że jeśli się uśmiecham to wszystko jest dobrze, ale wcale tak nie jest. Ja po prostu mam na twarzy uśmiech, żeby nie rozpłakać się jak małe dziecko, któremu ktoś zabrał ukochanego balonika. Szłam dalej w nieznanym mi kierunku, kiedy nagle uderzyłam w coś, a raczej kogoś. Moje serce stanęło na moment, żeby po chwili zacząć bić dwa razy szybciej. Przez całe moje ciało przeszły nieprzyjemne dreszcze, mięśnie spięły się i stanęłam jak wryta. Wewnętrznie krzyczałam niczym małe dziecko, ale w rzeczywistości nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Myślałam, że ten cały koszmar się już skończył. To były te oczy, ta twarz i ten uśmiech. Chciałam zapomnieć, a to wszystko powracało, jak bumerang.
*Oczami Neymara*
Szedłem przed siebie wpatrzony w swojego iPhona. Pisałem ciągle sms-y do Davida, al on niestety nie raczył odpisać - idiota... Nagle poczułem, że w coś uderzam. Podniosłem głowę i zobaczyłem piękną dziewczynę, ale przerażoną. Kogoś mi przypominała, ale nie byłem pewien kogo... Czułem tak jakbym dobrze ą znał.
- Uważaj jak chodzisz piękna. - powiedziałem i uśmiechnąłem się łobuzersko, na co ona się popłakała. - Przepraszam, powiedziałem coś nie tak? - spytałem zdezorientowany i przybliżyłem się do niej.
- Nie zbliżaj się do mnie. - wychlipała z przerażeniem w głosie. Nie miałem zielonego pojęcia, o co tej dziewczynie chodzi. Ona cały czas płakała.
- Czy ja Ci coś zrobiłem? - spytałem ze zdziwieniem i uniosłem lekko jeną brew.
- Ty jeszcze masz czelność pytać?! - krzyknęła na tyle głośno, na ile tylko było ją stać.
- Kurwa weź się tak nie spinaj, młoda ja tylko pytam. Widzę Cię pierwszy raz na oczy, a ty jakąś dramę tu robisz. - odpowiedziałem lekko denerwowany.
- Pierwszy raz mnie widzisz? Doprawdy? Nic sobie nie przypominasz? - powiedziała krztusząc się własnymi łzami. Jak tak na nią patrzyłem, to mimo że jej nie znałem, jednak zrobiło mi się jej żal. Nie miałem pojęcia o co mogło jej chodzić.
- No nie, a powinienem Cie pamiętać?
- Nie, nie powinieneś, pamiętać osoby, która zgwałciłeś, pobiłeś i zrobiłeś dzieciaka. - odpowiedziała i wybuchnęła płaczem, a już po chwili pobiegła w przeciwna mi stronę.
Stałem tam jak wryty i dopiero po chwili dotarły do mnie jej słowa. Już wiem skąd ja znałem... Na pewno myślicie teraz, że jestem wielkim skurwysynem, ale to nie tak. Byłem pijany i tak jakoś wyszło. Wiem, że to mnie nie tłumaczy, ale nie panowałem nad sobą. Jestem mężczyzną, któremu buzują hormony, a ona seksowna nastolatką. Po chwili ruszyłem za dziewczyną. Szukałem jej przez chwilę wzrokiem, a zaraz potem zauważyłem jej drobna sylwetkę. w oddali. Siedziała skulona, przyciągając swoje kolana do klatki piersiowej. Cały czas płakała. W sumie nie dziwię jej się... Podszedłem do niej po cichu.
- Ja, ja przepraszam Cię. - odparłem, ale mój głos się załamał więc spuściłem głowę.
- Człowieku Ty zniszczyłeś mi życie i myślisz, że głupie "przepraszam" wystarczy?!
- Nie. - powiedziałem prawie szeptem z nadal opuszczona głową. - Co mógłbym zrobić, żebyś mi wybaczyła?
- Po prostu zniknij raz na zawsze z mojego życia. - brunetka odparła sucho.
*Oczami Bruny*
I nale powróciły te wszystkie wspomnienia. Te okropne chwile, przeżycia. Wszystko wróciło właśnie teraz, kiedy chciałam zapomnieć. Na pewno dziwicie się, dlaczego ja z nim tam nadal rozmawiałam, a najzwyczajniej w świecie nie uciekłam. Odpowiedź jest prosta. Strach sparaliżował całe moje ciało. Nie byłam w stanie wykonać nawet minimalnych ruchów. W mojej głowie siedziały obrazy z przed trzech lat.
*Wspomnienie*
- Błagam zostaw mnie. Czego ty ode mnie chcesz? - dziewczyna powiedziała z płaczem.
- Czego ja chcę? Ja chce się zabawić i to własnie z Tobą. - odpowiedział jej mężczyzna z łobuzerskim uśmiechem na twarzy i zaczął powoli podchodzić do nastolatki, która siedziała skulona na podłodze. Pociągnął ja za jej piękne, długie, brązowe włosy i rzucił na łóżko. Ona tylko jęknęła z bólu. - No to zaczynamy. - wyszeptał jej do ucha, a na te słowa z jej ślicznych oczu wypłynął strumień, niepohamowanych łez.
- Proszę, zostaw mnie. - szeptała, ale to tylko pogarszało sytuację.
Brunet za każdym razem, kiedy coś mówiła, bił ją. Tak było i tym razem. Uderzył ją z pięści w brzuch, a ona tylko zwinęła się z bólu. Cierpiała, bardzo. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Dwudziestoparolatek podszedł do łóżka, na którym leżała wystraszona nastolatka. Zaczął odpinać pasek od swoich spodni i zsunął je na ziemię, a już po chwili siedział na niej w samych bokserkach. Szesnastolatka wylewała z siebie coraz więcej łez. Brunet powoli zaczął odpinać guziki w jej koszuli, a ona już ledwo co miała siły, żeby się wyrywać. Już po chwili ściągnął z niej górną część garderoby, a jego głodnemu wzrokowi ukazał się jej biust w samym koronkowym staniku. Po chwili zdarł z niej spodenki i dziewczyna leżała pod nim w samej bieliźnie, a on z siebie ściągnął bluzkę i zaczął próbować odpiąć jej stanik. Kiedy mu się to udało, dobrał się do majtek szesnastolatki. Już po chwili leżała pod nim zupełnie naga, przerażona, a on tylko się śmiał. Ściągnął swoje bokserki i położył się z powrotem na dziewczynie...
*Koniec wspomnienia*
Nagle rozpłakałam się jeszcze bardziej. Nie mogłam już więcej wspominać bo to było okropne, ale jak teraz na niego spojrzałam to wydawał się... Inny? Zmieniony? Już sama nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Po mojej głowie krążyły setki pytań, myśli, wspomnień.
~*~*~*~*~*~
Hej kochani. Dziękuje za wszystkie Wasze komentarze. Cieszy mnie to, że chociaż kilka osób czyta moje opowiadanie. Hmmm... Kilka słów o rozdziale... Jest nieco dłuższy niż poprzedni. Szczerze to nie lubię pisać długich rozdziałów, ale dla Was się postaram. Kocham Was
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Szłam po poboczu z rytmem muzyki, która rozbrzmiewała w słuchawkach na moich uszach. Muzyka to kolejna rzecz, która pozwalała mi zapomnieć. Czasami lubię zamknąć oczy, włączyć swoje ulubione piosenki i zatopić się w marzeniach. Podążałam dalej sama nie wiem gdzie. Myślami byłam bardzo daleko. Cały czas zastanawiałam się nad swoim marnym, bezsensownym życiem. Już wiele razy chciałam zacząć normalnie funkcjonować dla Raf, ale nie potrafiłam. To nie jest wcale takie proste, a zęby zacząć radzić sobie z tym lepiej, w chwilach słabości sięgałam po żyletkę. Nie potrafiłam przestać się ciąć. To jest dla mnie jak narkotyk dla ćpuna albo alkohol dla alkoholika - można się uzależnić. Dziwię się, że Rafaella nie zauważyła jeszcze świeżych ran na moich nadgarstkach. Ona myśli, że jeśli się uśmiecham to wszystko jest dobrze, ale wcale tak nie jest. Ja po prostu mam na twarzy uśmiech, żeby nie rozpłakać się jak małe dziecko, któremu ktoś zabrał ukochanego balonika. Szłam dalej w nieznanym mi kierunku, kiedy nagle uderzyłam w coś, a raczej kogoś. Moje serce stanęło na moment, żeby po chwili zacząć bić dwa razy szybciej. Przez całe moje ciało przeszły nieprzyjemne dreszcze, mięśnie spięły się i stanęłam jak wryta. Wewnętrznie krzyczałam niczym małe dziecko, ale w rzeczywistości nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Myślałam, że ten cały koszmar się już skończył. To były te oczy, ta twarz i ten uśmiech. Chciałam zapomnieć, a to wszystko powracało, jak bumerang.
*Oczami Neymara*
Szedłem przed siebie wpatrzony w swojego iPhona. Pisałem ciągle sms-y do Davida, al on niestety nie raczył odpisać - idiota... Nagle poczułem, że w coś uderzam. Podniosłem głowę i zobaczyłem piękną dziewczynę, ale przerażoną. Kogoś mi przypominała, ale nie byłem pewien kogo... Czułem tak jakbym dobrze ą znał.
- Uważaj jak chodzisz piękna. - powiedziałem i uśmiechnąłem się łobuzersko, na co ona się popłakała. - Przepraszam, powiedziałem coś nie tak? - spytałem zdezorientowany i przybliżyłem się do niej.
- Nie zbliżaj się do mnie. - wychlipała z przerażeniem w głosie. Nie miałem zielonego pojęcia, o co tej dziewczynie chodzi. Ona cały czas płakała.
- Czy ja Ci coś zrobiłem? - spytałem ze zdziwieniem i uniosłem lekko jeną brew.
- Ty jeszcze masz czelność pytać?! - krzyknęła na tyle głośno, na ile tylko było ją stać.
- Kurwa weź się tak nie spinaj, młoda ja tylko pytam. Widzę Cię pierwszy raz na oczy, a ty jakąś dramę tu robisz. - odpowiedziałem lekko denerwowany.
- Pierwszy raz mnie widzisz? Doprawdy? Nic sobie nie przypominasz? - powiedziała krztusząc się własnymi łzami. Jak tak na nią patrzyłem, to mimo że jej nie znałem, jednak zrobiło mi się jej żal. Nie miałem pojęcia o co mogło jej chodzić.
- No nie, a powinienem Cie pamiętać?
- Nie, nie powinieneś, pamiętać osoby, która zgwałciłeś, pobiłeś i zrobiłeś dzieciaka. - odpowiedziała i wybuchnęła płaczem, a już po chwili pobiegła w przeciwna mi stronę.
Stałem tam jak wryty i dopiero po chwili dotarły do mnie jej słowa. Już wiem skąd ja znałem... Na pewno myślicie teraz, że jestem wielkim skurwysynem, ale to nie tak. Byłem pijany i tak jakoś wyszło. Wiem, że to mnie nie tłumaczy, ale nie panowałem nad sobą. Jestem mężczyzną, któremu buzują hormony, a ona seksowna nastolatką. Po chwili ruszyłem za dziewczyną. Szukałem jej przez chwilę wzrokiem, a zaraz potem zauważyłem jej drobna sylwetkę. w oddali. Siedziała skulona, przyciągając swoje kolana do klatki piersiowej. Cały czas płakała. W sumie nie dziwię jej się... Podszedłem do niej po cichu.
- Ja, ja przepraszam Cię. - odparłem, ale mój głos się załamał więc spuściłem głowę.
- Człowieku Ty zniszczyłeś mi życie i myślisz, że głupie "przepraszam" wystarczy?!
- Nie. - powiedziałem prawie szeptem z nadal opuszczona głową. - Co mógłbym zrobić, żebyś mi wybaczyła?
- Po prostu zniknij raz na zawsze z mojego życia. - brunetka odparła sucho.
*Oczami Bruny*
I nale powróciły te wszystkie wspomnienia. Te okropne chwile, przeżycia. Wszystko wróciło właśnie teraz, kiedy chciałam zapomnieć. Na pewno dziwicie się, dlaczego ja z nim tam nadal rozmawiałam, a najzwyczajniej w świecie nie uciekłam. Odpowiedź jest prosta. Strach sparaliżował całe moje ciało. Nie byłam w stanie wykonać nawet minimalnych ruchów. W mojej głowie siedziały obrazy z przed trzech lat.
*Wspomnienie*
- Błagam zostaw mnie. Czego ty ode mnie chcesz? - dziewczyna powiedziała z płaczem.
- Czego ja chcę? Ja chce się zabawić i to własnie z Tobą. - odpowiedział jej mężczyzna z łobuzerskim uśmiechem na twarzy i zaczął powoli podchodzić do nastolatki, która siedziała skulona na podłodze. Pociągnął ja za jej piękne, długie, brązowe włosy i rzucił na łóżko. Ona tylko jęknęła z bólu. - No to zaczynamy. - wyszeptał jej do ucha, a na te słowa z jej ślicznych oczu wypłynął strumień, niepohamowanych łez.
- Proszę, zostaw mnie. - szeptała, ale to tylko pogarszało sytuację.
Brunet za każdym razem, kiedy coś mówiła, bił ją. Tak było i tym razem. Uderzył ją z pięści w brzuch, a ona tylko zwinęła się z bólu. Cierpiała, bardzo. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Dwudziestoparolatek podszedł do łóżka, na którym leżała wystraszona nastolatka. Zaczął odpinać pasek od swoich spodni i zsunął je na ziemię, a już po chwili siedział na niej w samych bokserkach. Szesnastolatka wylewała z siebie coraz więcej łez. Brunet powoli zaczął odpinać guziki w jej koszuli, a ona już ledwo co miała siły, żeby się wyrywać. Już po chwili ściągnął z niej górną część garderoby, a jego głodnemu wzrokowi ukazał się jej biust w samym koronkowym staniku. Po chwili zdarł z niej spodenki i dziewczyna leżała pod nim w samej bieliźnie, a on z siebie ściągnął bluzkę i zaczął próbować odpiąć jej stanik. Kiedy mu się to udało, dobrał się do majtek szesnastolatki. Już po chwili leżała pod nim zupełnie naga, przerażona, a on tylko się śmiał. Ściągnął swoje bokserki i położył się z powrotem na dziewczynie...
*Koniec wspomnienia*
Nagle rozpłakałam się jeszcze bardziej. Nie mogłam już więcej wspominać bo to było okropne, ale jak teraz na niego spojrzałam to wydawał się... Inny? Zmieniony? Już sama nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Po mojej głowie krążyły setki pytań, myśli, wspomnień.
~*~*~*~*~*~
Hej kochani. Dziękuje za wszystkie Wasze komentarze. Cieszy mnie to, że chociaż kilka osób czyta moje opowiadanie. Hmmm... Kilka słów o rozdziale... Jest nieco dłuższy niż poprzedni. Szczerze to nie lubię pisać długich rozdziałów, ale dla Was się postaram. Kocham Was
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
środa, 23 kwietnia 2014
ROZDZIAŁ 1
*Oczami Bruny*
Obudziłam się cała zalana potem. To było normalne. Kolejna nieprzespana noc przez wspomnienia, które męczyły mnie nawet w snach, a raczej w koszmarach. Czułam obrzydzenie do siebie. Nienawidziłam swojego ciała i całego mojego życia. Chciałam zniknąć z powierzchni ziemi bo tak byłoby najlepiej. Wiele razy próbowałam już popełniać samobójstwo, ale za każdą moją próbą zrobienia tego coś mi przeszkadzało, a raczej ktoś. Mianowicie moja przyjaciółka, Rafaella. Gdyby nie ona, dawno bym wąchała kwiatki od spodu 3 metry pod ziemią. Raz próbowałam podciąć sobie żyły, ale Raf przyszła do mnie i szybko zatamowała krwotok. Od tego czasu często do mnie dzwoni i upewnia się, że nic mi nie jest. Po zakończeniu rozmyśleń zsunęłam się zwinnym ruchem z łóżka, podeszłam do szafy i zaczęłam wyciągać ciuchy, które miałam zamiar dzisiaj ubrać. Gdy już jakieś wybrałam to udałam się z nimi do łazienki, stanęłam przed lustrem i poczułam znowu to samo ... obrzydzenie, wstręt, odruch wymiotny na sam mój widok. Wyciągnęłam z szufladki moją kosmetyczkę, a z niej malutką, metalową żyletkę. Z uśmiechem przyłożyłam ją do swojego nadgarstka i wykonałam szybkie cięcie. Powtórzyłam czynność kilka razy. Patrzyłam, jak moja krew strumykami cieknie na białą umywalkę. W tym momencie leciutko uniosłam kąciki ust. To mnie odprężało, pozwalało choć na chwilę zapomnieć, oderwać się od szarości dnia codziennego. Chwilę jeszcze odczekałam i przemyłam świeże rany wodą, wzięłam orzeźwiający prysznic i ubrałam się. Moje włosy uczesałam i pozostawiłam rozpuszczone. Ostatni raz spojrzałam na siebie szybko w lusterku i opuściłam łazienkę. Chwyciłam pospiesznie swój telefon i wyszłam z mojego domu.
*Oczami Neymara*
Rano obudziły mnie promienie słoneczne, które wpadały przez wielkie okna do pomieszczenia, w którym się znajdowałem. Przetarłem ręką oczy i zobaczyłem, że obok mnie leży jakaś dziewczyna. Nie miałem zielonego pojęcia, kim ona jest. Po wczorajszej imprezie urwał mi się film. Wyplątałem się z objęć blondynki i zszedłem z łóżka. Wsunąłem na siebie spodnie opuszczone w kroku i biały t-shirt. Po chwili opuściłem cicho pokój i udałem się do wyjścia z budynku. Rozejrzałem się po okolicy, ale nie widziałem żadnych znajomych ulic, domów itd. Przeczesałem palcami włosy i pociągnąłem z flustracją za ich końcówki.
- Kurwa, gdzie ja jestem? - powiedziałem sam do siebie. Wyciągnąłem z kieszeni spodni swój telefon i włączyłem nawigację. Okazało się, że jestem 40 kilometrów od mojego domu. Co mnie tu do cholery jasnej doprowadziło? Z resztą ważniejsze jest to, jak ja teraz wrócę do domu...
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Hej Kochani :* . No i mamy pierwszy rozdział :) . Bardzo się cieszę z Waszych komentarzy <3 . Zmotywowały mnie do dalszego pisania. Rozdział jest krótki i niezbyt ciekawy, ale Ci , którzy będą cierpliwi i poczekają jeszcze trochę, doczekają się nieco ciekawszych wydarzeń. To są dopiero początki mojego bloga i dlatego jest tak nudno. Z czasem rozdziały będą nieco dłuższe i fajniejsze ( wiem to bo mam napisane jeszcze kilka następnych ;) ) No to czekam na kilka komentarzy pod rozdziałem i dodaję kolejny :D
Kocham Was <3 Jesteście wspaniali :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Obudziłam się cała zalana potem. To było normalne. Kolejna nieprzespana noc przez wspomnienia, które męczyły mnie nawet w snach, a raczej w koszmarach. Czułam obrzydzenie do siebie. Nienawidziłam swojego ciała i całego mojego życia. Chciałam zniknąć z powierzchni ziemi bo tak byłoby najlepiej. Wiele razy próbowałam już popełniać samobójstwo, ale za każdą moją próbą zrobienia tego coś mi przeszkadzało, a raczej ktoś. Mianowicie moja przyjaciółka, Rafaella. Gdyby nie ona, dawno bym wąchała kwiatki od spodu 3 metry pod ziemią. Raz próbowałam podciąć sobie żyły, ale Raf przyszła do mnie i szybko zatamowała krwotok. Od tego czasu często do mnie dzwoni i upewnia się, że nic mi nie jest. Po zakończeniu rozmyśleń zsunęłam się zwinnym ruchem z łóżka, podeszłam do szafy i zaczęłam wyciągać ciuchy, które miałam zamiar dzisiaj ubrać. Gdy już jakieś wybrałam to udałam się z nimi do łazienki, stanęłam przed lustrem i poczułam znowu to samo ... obrzydzenie, wstręt, odruch wymiotny na sam mój widok. Wyciągnęłam z szufladki moją kosmetyczkę, a z niej malutką, metalową żyletkę. Z uśmiechem przyłożyłam ją do swojego nadgarstka i wykonałam szybkie cięcie. Powtórzyłam czynność kilka razy. Patrzyłam, jak moja krew strumykami cieknie na białą umywalkę. W tym momencie leciutko uniosłam kąciki ust. To mnie odprężało, pozwalało choć na chwilę zapomnieć, oderwać się od szarości dnia codziennego. Chwilę jeszcze odczekałam i przemyłam świeże rany wodą, wzięłam orzeźwiający prysznic i ubrałam się. Moje włosy uczesałam i pozostawiłam rozpuszczone. Ostatni raz spojrzałam na siebie szybko w lusterku i opuściłam łazienkę. Chwyciłam pospiesznie swój telefon i wyszłam z mojego domu.
*Oczami Neymara*
Rano obudziły mnie promienie słoneczne, które wpadały przez wielkie okna do pomieszczenia, w którym się znajdowałem. Przetarłem ręką oczy i zobaczyłem, że obok mnie leży jakaś dziewczyna. Nie miałem zielonego pojęcia, kim ona jest. Po wczorajszej imprezie urwał mi się film. Wyplątałem się z objęć blondynki i zszedłem z łóżka. Wsunąłem na siebie spodnie opuszczone w kroku i biały t-shirt. Po chwili opuściłem cicho pokój i udałem się do wyjścia z budynku. Rozejrzałem się po okolicy, ale nie widziałem żadnych znajomych ulic, domów itd. Przeczesałem palcami włosy i pociągnąłem z flustracją za ich końcówki.
- Kurwa, gdzie ja jestem? - powiedziałem sam do siebie. Wyciągnąłem z kieszeni spodni swój telefon i włączyłem nawigację. Okazało się, że jestem 40 kilometrów od mojego domu. Co mnie tu do cholery jasnej doprowadziło? Z resztą ważniejsze jest to, jak ja teraz wrócę do domu...
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Hej Kochani :* . No i mamy pierwszy rozdział :) . Bardzo się cieszę z Waszych komentarzy <3 . Zmotywowały mnie do dalszego pisania. Rozdział jest krótki i niezbyt ciekawy, ale Ci , którzy będą cierpliwi i poczekają jeszcze trochę, doczekają się nieco ciekawszych wydarzeń. To są dopiero początki mojego bloga i dlatego jest tak nudno. Z czasem rozdziały będą nieco dłuższe i fajniejsze ( wiem to bo mam napisane jeszcze kilka następnych ;) ) No to czekam na kilka komentarzy pod rozdziałem i dodaję kolejny :D
Kocham Was <3 Jesteście wspaniali :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
sobota, 19 kwietnia 2014
BOHATEROWIE
Neymar Da Silva
Ma 25 lat i mieszka w Barcelonie. Chłopak wychowany przez ulicę. Miał 13 lat, kiedy zmarła jego mama. Ojciec bił go, poniżał i molestował przez wieki, jednak mimo to Ney nie zamknął się w sobie. Wiele osób na jego miejscu nie wytrzymałoby psychicznie, ale on był bardzo silny. Gdy skończył 18 lat wyjechał z rodzinnego miasta, chciał odciąć się od ojca, problemów i niemiłych wspomnień.
Piękna, wysoka, długonoga brunetka. Jej brązowe tęczówki wyglądają jak fabryka czekolady... Można by w nich się zatopić... A te duże, pełne usta? Nie jeden chciałby poczuć ich smak, jednak nielicznym się to udało. Dziewczyna była bardzo skromna, nieśmiała, a przede wszystkim zamknięta w sobie... Z niewiadomego powodu bała się mężczyzn, ale kiedy spotkała go na swojej drodze, jej świat stanął do góry nogami. Wszystko się zmieniło. Pokochała go, a niedługo potem znienawidziła. Na pewno pytacie za co? Tego dowiecie się niebawem...
David Cameron
Przyjaciel Neymara. Wysoki, przystojny ciemny blondyn. Nie ma dziewczyny na stałe. Traktuje Neymara jak brata. Nie należy do gentelmanów...
Ma piękne blond loki, które niczym fale układają się na jej ramionach. Przez niebieskie, duże oczy dziewczyny, niejeden stracił już głowę. Lubi imprezować, ale z umiarem.
~*~*~*~
Hej Kochani ! A więc mamy już bohaterów. Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale to ja sama czekałam na pierwszy komentarz. Szkoda, że go nie było, ale to nic . Mam nadzieję, że się Wam podoba. Postaram się dodawać rozdziały co tydzień, o ile będą jakieś komentarze. A więc
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Dla Ciebie to sekunda, a dla mnie znaczy bardzo dużo
sobota, 15 marca 2014
PROLOG
Ona - miła, grzeczna i uczynna, wiodła spokojne życie w swoim małym miasteczku. Nic ciekawego się tam nie działo. On - rozbójnik i "niegrzeczne chłopiec" . Jego życie to imprezy, seks i dziewczyny. Co łączy te dwie osoby? Praktycznie można by powiedzieć, że nic, a jednak... Jedno zdarzenie ich połączyło i całe życie tych dwojga ludzi zmieniło. Na lepsze czy na gorsze zapewne spytacie? A to już się niedługo przekonacie. Jednego pewni być możecie, że tymi wydarzeniami się zszokujecie....
~~~~~~~~~~~~~~
Hej. Jestem Patrycja, mam 14 lat. Czytałam mnóstwo opowiadań i postanowiłam napisać swoje. Po części namówiły mnie do tego koleżanki. Im się bardzo podoba to, co piszę i mam nadzieję, że tak samo będzie z Wami. To opowiadanie dedykuje mojej przyjaciółce Oli, która jest Cules i kocha Neymara. Przyjmuję wszelką krytykę :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ dla Ciebie to kilka kliknięć, a dla mnie znaczy bardzo dużo ;*
~~~~~~~~~~~~~~
Hej. Jestem Patrycja, mam 14 lat. Czytałam mnóstwo opowiadań i postanowiłam napisać swoje. Po części namówiły mnie do tego koleżanki. Im się bardzo podoba to, co piszę i mam nadzieję, że tak samo będzie z Wami. To opowiadanie dedykuje mojej przyjaciółce Oli, która jest Cules i kocha Neymara. Przyjmuję wszelką krytykę :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ dla Ciebie to kilka kliknięć, a dla mnie znaczy bardzo dużo ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)