piątek, 9 maja 2014

ROZDZIAŁ 3

* Oczami Bruny *
Ciągle zastanawiałam się, dlaczego to wszystko spotkało akurat mnie. Czy na prawdę na to zasłużyłam? Wiem, że aniołkiem nie jestem, ale chyba na aż tyle zła nie zasługuję. Potrzebuję tylko odrobiny szczęścia. Czy to aż tak wiele? Nagle zrobiło mi się strasznie duszno. Obraz przed moimi oczami rozmazał się i dalej pozostała już tylko pustka...
* Oczami Neymara *
Stałem tam, jak słup. Nie wypowiadałem już żadnych słów, tylko przyglądałem się jej łzom, spływającym strumieniami po różowiótkich policzkach dziewczyny. Miałem ochotę podejść bliżej, przytulić ją, pocieszyć i przeprosić za wszystko. ale wiedziałem, że taki ruch tylko by ją wystraszył. Bała się mnie i nie jest to dziwne. Kto nie bałby się osoby, która tak bardzo zraniła? Chcę to naprawić, chcę, żeny mi wybaczyła.Ja wiem, że to, co zrobiłem było okrone, ale czasu cofnąć nie mogę. Rozmyślałem nad tym, co nastolatka wcześniej powiedziała. Czy ja jestem ... ojcem? I w tym momencie na moje usta zawitał lekki uśmiech. Tak, ucieszyłem się nawet. Cały czas rozmyślałem nad tym wszystkim, aż nagle zobaczyłem, jak dziewczyna osuwa się na ziemię. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Ona chyba zemdlała. Postanowiłem, że podeję bliżej. Dziewczyna miała zamknięte oczy i nie reagowała na jakikolwiek dotyk. Wziąłem ją delikatnie na ręce i posadziłem na pobliskiej ławce. Zaraz potem zadzwoniłem do Davida.
- No siema stary. Potrzebuję twojej pomocy. Jestem na jakimś zadupiu, 40 kilometrów od domu, przyjedziesz po mnie?
- No spoko, będę za jakieś 10 minut. - odpowiedział i rozłączył się.
***
Z piskiem opon podjechało do nas czerwone Lamborghini. W środku siedział mój kumpel David. Położyłem dziewczynę na tylnych siedzeniach, a sam zająłem miejsce z przodu. Już po paru minutach David zatrzymał się pod moim domem. Zaniosłem nastolatkę do łóżka i usiadłem obok niej.
* Oczami Bruny *
Otworzyłam powoli oczym. Moja głowa pękała z bólu. Nie wiem, gdzie jestem, co tu robię i jak w ogóle się dostałam w to miejsce. Leżałam w pomieszczeniu, którego dotąd nie znałam.Nie przypominały mi się żadne wcześniejsze wydarzenia. Pamiętam tylko mocne kłucie w głowie i nagle ciemność przed oczami. Powoli zsunęłam się z łóżka, na którym leżałam dotychczas i podeszłam do zamkniętych drzwi pokoju. Niepewnie nacisnęłam klamkę i opuściłam to pomieszczenie. Podążałam w nieznanym mi kierunku. Nagle do moich uszu dobiegł głos mężczyzny, a całe moje ciało zesztywniało.
- O, już się obudziłaś. - powiedział z uśmiechem na twarzy dokładnie ten sam chłopak, którego spotkałam dzisiaj z rana. Bałam się strasznie, że znowu mi coś zrobi, że mnie zrani. Nie mogłam wypowiedzieć ani słowa.
- C-co ja tu robię? - zdobyłam się na odwagę i wydukałam, te kilka słów, a w moich oczach już zaczęły gromadzić się litry łez.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię. Zemdlałaś, kiedy rozmawialiśmy, więc przyjechałem z tobą tutaj. A tak w ogóle to jak masz na imię, o ile mogę to wiedzieć? - uśmiechnął się lekko.
- Bruna. - odparłam cicho.
- Piękne imię, tak samo, jak jego właścicielka. Ja jestem Neymar. - wyciągnął rękę w moją stronę, a ja odruchowo zrobiłam krok w tył, ale moje ciało zderzyło się ze ścianą. On zbliżył się bardziej, a moje serce zaczęło bić dwa razy szybciej.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię. - powtórzył.
- Jak mam się nie bać?! Człowieku, ty mnie zgwałciłeś, a teraz jesteśmy tu sami.
- Przepraszam, chcę, żebyś mi wybaczyła i zrobię wszystko, żeby to się stało. Wiem, że to nie jest takie łatwe, jak mi się wydaje, ale będę próbował. - powiedział to  i posłał w moim kierunku promienny uśmiech. Czy on mówił prawdę? Na serio chciał, żeby mu wybaczyłą? Czy rzeczywiście się zmienił? Nie wiem, nie znam odpowiedzi na te pytania, ale poznam. Postanowiłam przemóc strach i uścisnęłam jego dłoń. Mina chłopaka była lekko zszokowana. Nie liczył na taki gest z mojej strony.
- To jak, wybaczysz mi? - zapytał z nadzieją w głosie. Nie miałam serca, żeby mu odmówić, ale równocześnie nie potrafiłam zapomnieć o tym, co mi zrobił.
- Przepraszam, ale nie mogę. Jeszcze nie teraz. - powiedziałam i spóściłam głowę w dół, tak, że zakryłam twarz włosami.
- Rozumiem, nic na siłę. - odparł brunet i puścił do mnie oczko. - Bruna, mógłbym cię o coś zapytać? - wyszeptał niepewnie.
- Pytaj, najwyżej nie odpowiem. - uśmiechnęłam się blado.
- No bo, to dość krempujące pytanie i zrozumiem, jeśli nie odpowiesz.
- Pytaj w końcu i nie gadaj tyle. - ponagliłam go.
- Bo wspominałaś o jakimś dziecku. Czy ja jestem ... ojcem? - zapytał nieśmiało.
- Nie. - odparłam sucho..
- Ale jak to nie? - brązowooki nie wiem czemu, ale nagle posmutniał.
- Po prostu nie. Skończmy ten temat. - nie chciałam o tym rozmawiać. To był dla mnie nieprzyjemny temat. Wolałam, żeby Neymar nie znał prawdy.
- Przepraszam, że tyle cię o to wypytuję, ale dlaczego w takim razie mówiłaś, że zrobiłem ci dziecko? - powiedział lekko zdezorientowany i unióśł jedną brew ku górze.
- Może kiedyś się dowiesz, ale dzisiaj jeszcze nie jest odpowiedni czas.
* Oczami Neymara *
Nie rozumiałem zupełnie nic. Dlaczego najpierw powiedziała, że ma ze mną dziecko, a teraz wszystkiemu zaprzecza? Czemu powiedziała, że nie jestem jeszcze gotowy na poznanie prawdy? W ogóle o jaką prawdę chodzi? Co ta dziewczyna ukrywa? Zamierzam znaleźć odpowiedź na te wszystkie pytania i dowiedzieć się tej prawdy. Jakakolwiek okrutna by nie była, to i tak muszę ją znać.
- Yhm, Ney? - usłyszałem cichutki głos dziewczyny.
- Tak?
- Mógłbyś pojechać ze mną w pewne miejsce? - zapytała nieśmiało.
- Jasne, że tak. A co to za miejsce?
- Wyjaśnię ci wszystko po drodze. Wystarczy, że mi zaufasz, a dowiesz się całej prawdy. Wyjaśnię ci, o co chodzi z tym dzieckiem. - mówiąc te słowa, ciągle wpatrywała się w moje oczy. Ta dziewczyna miała w sobie coś... magicznego? Tak, można to było tak nazwać. Jej czekoladowe tęczówki pięknie błyszczały w promieniach słonecznych.
- To jedziemy? - z zamyśleń wyrwał mnie głos brunetki.
- Oczywiście odparłem z uśmiechem i przepuściłem dziewczynę w drzwiach. Już po chwili siedzieliśmy w moim aucie. Bruna mówiła mi, gdzie mam jechać, a ja słuchałem jej wskazówek. Po chwili dotarliśmy na miesce. Byłem lekko zszokowany bo nie wiedziałem, w jakim celu doprowadziła mnie właśnie tutaj. To było bynajmniej dziwne...
~*~*~*~*~*~*~*~*
Hej Kochani <3 ! No to mamy już trójeczkę :3 . Nie jest za bardzo ciekawa, ale wkrótce zacznie się coś dziać :) . Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze <3 . Motywują mnie do dalszego pisania :) . Dziękuje także za to, że chociaż kilka osób czyta moje wypociny :* . To do następnego ! ;D
CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

2 komentarze:

  1. Podoba mi się, nawet bardzo! Jestem ciekawa jak wyjaśni się ta cała sprawa.. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pod wrażeniem tego że Bruna przemogła swój strach.
    Ciekawe dokąd kazała mu pojechać :)

    OdpowiedzUsuń